Krzysztof Gliszczyński ”Pneuma”
„Księżycowy oddech” z cyklu Pneuma nr XIV, enkaustyka na płótnie, residua malarskie, plexi, 114,8 x 124 cm, 2025; fot. Dominik Kulaszewicz
Data: 17/10–2/11/2025
Krzysztof Gliszczyński ”Pneuma”
Wernisaż: 17.10.2025, g. 21.00
Wystawa czynna: 17.10.2025-02.11.2025
Miejsce: Splot Gallery, ul. Czyżewskiego 8-10, Sopot
Oprowadzanie z artystą: 29.10.2025, g. 18.00
Kuratorka: Karolina Kliszewska
Wystawa Pneuma w galerii Splot w Sopocie to próba stworzenia przestrzeni refleksji wokół filozoficznego pojęcia pneumy – niewidzialnej, ale odczuwalnej substancji, która przenika umysł i ciało. Ten nierozerwalny związek materii i ducha od czasów stoików jest inspirującym zjawiskiem uzmysławiającym wielowymiarowość człowieka. Duch fantazji – spiritus phantasticus – to motor poruszający zmysły, pozwalający zgłębiać w sposób racjonalny i nieracjonalny stany istnienia, procesy poznawcze pomiędzy ciałem a jego otoczeniem. W mojej praktyce artystycznej świadomość ciała buduje ścisły związek pomiędzy płaszczyzną obrazu, procesem pracy a przedmiotem. Prezentowany na wystawie obiekt Wstrzymaj na chwilę oddech, zatrzymaj myśl stanowi uchwycenie momentu malarskiego procesu, który jest zazwyczaj niewidoczny dla odbiorcy obrazu. Chciałem zatrzymać ten frapujący moment – w tym celu stworzyłem trójwymiarowy obiekt pozwalający przyjrzeć się temu, co dzieje się zazwyczaj w trakcie malarskiego procesu i znika bezpowrotnie. To, co wewnątrz, uwidacznia w tym przypadku to, co na zewnątrz. Jak wdech i wydech, niezbędny do istnienia.
Odejmowanie i ponowne oddawanie materii jest splotem, który, jak oddychanie, nierozerwalnie związany jest z funkcją ciała. Obraz to umowna powierzchnia, w zasadzie martwa – nie reaguje na dotyk, a wręcz nie jest on wskazany w przypadku kontaktu z dziełem w muzeum. Malunek ani nie przemówi, ani na chwilę nie ożyje. Jednak formułowanie malarskiej wypowiedzi nie obywa się bez tej intymnej rozmowy, dotyku, a czasami ranienia z nadzieją, że jednak wysiłek ten nie będzie karkołomny. Wraz z nabywaniem prze mnie doświadczenia, moja połać malarska przemieniła się w materię żywą, której można odwrócić bieg zdarzeń – czasami wystarczył dotyk, by odcisnąć na niej ślad, zmienić ją. Coś, co jest podatne na zmiany, z rzeczy przemienia się w istotę, której przywraca się pamięć, a ta z kolei tworzy znaczenie. Zatem materia malarska z życiodajnym woskiem cyrkuluje pomiędzy tym, co wewnątrz obrazu, a tym, co staje się jego osłoną, zewnętrznym naskórkiem.
Nawarstwiające się cienkie powierzchnie zespalają się jak błony, tworząc otulinę chroniącą historię obrazu. Przyrastają jak kora drzewa do pnia, stanowiąc zapis emocji, które znikając pod kolejnymi warstwami, tracą swoją istotność. Łacińskie słowo cortex, czyli naskórek, ma też swoje drugie znaczenie; to wewnętrzna część kory – liber – nadająca się do pisania. Odcinając warstwę naskórka swojego obrazu, ranię go, by odsłonić wewnętrzną stronę, a odcięte fragmenty są jak rozproszone słowa zapisane pomiędzy warstwami wosku. To, co odcinam, nie jest mniej prawdziwe od tego, co pozostaje na powierzchni. Mimo swojego rozproszenia, trudnych do identyfikacji fragmentów całości, pochodzi jednak od istoty rzeczy i jest całością tego, co widzimy. Czy powierzchnia jest wyłącznie jakimś malowidłem, dekoracją ukrywającą to, co prawdziwe? Istota rzeczy pomiędzy esencją a substancją zawiera się w złudzeniu, w czymś, co widzimy, a co umyka racjonalnemu osądowi. Pomiędzy zewnętrznością a tym, co w środku, jest niewidzialna materia, która przenika całość i daje jej tchnienie, które ożywia cielesność obrazu. Ten niewidoczny oddech będący częścią ciała przenika i obejmuje wszystko, co dzieje się wokół obrazu, wraz z jego powierzchnią.